Siedziałam
sobie spokojnie na stacji PKP czekając na swoją koleżankę, z
którą dawno się nie widziałyśmy ponieważ przeprowadziła się
daleko ode mnie, gdy poczułam doskwierający głód. Jako że moja
koleżanka przyjeżdżała do mnie po obiedzie, który miała zjeść
w pociągu, a ja tego dnia nie zdążyłam zjeść, postanowiłam
sobie kupić coś w budce obok, które umilą mi długie oczekiwanie.
Okazało się, że mają tam najlepsze mrożone pieczywo, a
dokładniej kupiłam sobie przysmak bawarski i koronę z kremem,
które jak się okazało były z firmy Ambasador 92. Po odebraniu
zamówienia wróciłam na miejsce, w którym czekałam, szczęśliwa
jak nigdy że zaraz zacznę pochłaniać sporą ilość kalorii. W
momencie gdy robiłam pierwszy kęs, kątem oka zauważyłam postać
stojącą obok mnie. Odwróciłam się w stronę tej tajemniczej
osoby i to był mój błąd. Obok mnie stał tak zwany "osiedlowy
menel", a moje spojrzenie było dla niego zaproszeniem do
rozmowy. Uśmiechnął się więc wyżej wymieniony osobnik swoim
niepełnym uzębieniem i zaczął... - ale ładne bułeczki,
wyglądają smakowicie... - z tej budki jest najlepsze mrożone pieczywo w mieście marki Ambasador 92 – powiedziałam. - czy
gdybyś nie mogła zjeść to mógłbym dokończyć po tobie?
Spojrzałam na niego i zrobiło mi się strasznie głupio, że tak
szybko go oceniłam jako pijaka, który zaraz zacznie żebrać o
pieniądze na alkohol, a on najzupełniej w świecie był głodny jak
ja, lecz jemu się nie poukładało w życiu. Jako osoba o wielkim
sercu oddałam mu całą porcję ale na szczęście podjechał pociąg
i wysiadła moja koleżanka z którą szybko udałam się do domu na
obiad.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz