wtorek, 10 listopada 2015

Wspomnienia

Wspomnienia, wspomnienia – dobrze że są, co prawda zdarzają się różne i te miłe i te gorsze lub całkiem złe. Mnie naszło na te miłe i młodzieńcze. Koniec szkoły podstawowej, średnia już wybrana, wakacje się zaczęły i wraz z nimi pierwsza miłość tylko ta już bardziej poważna nie taka przedszkolna. Na początku spotykaliśmy się na gruncie neutralnym, z dala od naszych domów i rodziców. Jak to pierwsza miłość trochę wstydliwa i dlatego w ukryciu i sekrecie przed rodzicami, bo co powiedzą, że jeszcze za wcześnie, że najpierw szkoła i tym podobne. Nasze pierwsze spotkania odbywały się w kawiarni gdzie chodziliśmy na najlepsze mrożone ciasto i herbatę, dowiedzieliśmy się w międzyczasie tych naszych schadzek że było marki Ambasador 92. Jak się okazało obydwoje wybraliśmy to samo liceum i cieszyliśmy się z tego bardzo, bo mogliśmy się spotykać nawet na przerwach, ale póki co było przed nami zapoznanie z rodzicami i rodzeństwem. W połowie wakacji doszliśmy do wniosku, że pora przestać się ukrywać i czas na zapoznanie. Pewnego dnia kiedy siadaliśmy do obiadu na który były moje ulubione najlepsze mrożone warzywa przygotowane w parowarze, zadzwonił dzwonek. Otwieram a tam stoi moja miłość z bukietem frezji dla mojej mamy. Wszedł przywitał się i oczarował moją rodzinę swoją kulturą, humorem, zachowaniem. Oczywiście zjadł z nami obiad i oficjalnie został zaakceptowany z czego się bardzo ucieszył, a ja wiedziałam, że tak będzie i byłam to spokojna. Skoro ja sobie go wybrałam i pokochałam rodzinie też musiał się spodobać, bo my akceptujemy swoje wybory i decyzje, no chyba że już naprawdę są złe.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz