Było
to kilka lat temu. Wracaliśmy z Holandii. Ciągnęliśmy ze sobą
ładny, duży kemping. Pomimo że podczas jazdy przebywanie w środku
jest zabronione, to znajomemu chciało się spać i poszedł do
środka. Rozebrał się i w majtkach spał sobie smacznie, kiedy my
jechaliśmy dalej. Po dłuższym czasie stanęliśmy na stacji po
kawę. Kupiliśmy jeszcze do tego pyszne mrożone pieczywo na dalszą
drogę. Znajomy się w tym momencie przebudził się, niepostrzeżenie
wyszedł za kemping i załatwiał w najlepsze potrzeby fizjologiczne,
gdy my odjechaliśmy bez niego. Nikomu nawet nie przyszło by do
głowy, że mógłby wysiąść, wszyscy byli przekonani, że ciągle
śpi. Tak więc został przy granicy po polskiej stronie, w samych
majtkach bez telefonu. Szybko zjawiła się policja, wytłumaczył,
że pomimo zakazu spał w kempingu podczas jazdy, a my lecimy właśnie
autostradą w kierunku Katowic. Policja na kogutach zaczęła nas
gonić. Gdy nas złapali, zapytali kogo mamy w kempingu. Jak kogo?
Przecież się nie przyznamy, bo jest za to mandat. Mówimy, że
nikogo nie ma. Pytanie się powtórzyło kilka razy, aż wkurzony
kumpel krzyczy z radiowozu „zostawiliście mnie na stacji, wszystko
powiedziałem". Dostaliśmy mandat, chociaż jak nas zatrzymali
to naprawdę nie mieliśmy nikogo, więc trochę niesprawiedliwie, no
ale cóż. Zatrzymaliśmy się potem na obiad oczywiście w świetnych
humorach, nawet koledze się poprawił mimo takiej niemiłej
przygody. Zamówiliśmy najlepsze mrożone warzywa marki Ambasador 92
jak było napisane w karcie i ruszyliśmy dalej w trasę do domu. Do
dziś się śmiejemy ze spania w kempingu podczas jazdy i na pewno
nigdy tego nie zapomnimy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz