środa, 17 czerwca 2015

Faworki



W czerwcowy wieczór potrzebowałem chwili dla siebie. Pijąc kawę przeglądałem sobie czasopisma. Może to śmieszne, ale lubię czytać i przeglądać przepisy. Wpadłem na przepis z firmy Ambasador 92. Oczarowanie wielkie. Przepis na faworki. Następnego dnia od samego rana wziąłem się do pieczenia. Trochę obawiałem się czy wyjdą mi. Przepis wydawał się łatwy w przygotowaniu. Moja żona była w szoku jak poprosiłem ją, żeby posmakowała. Zaniemówiła z wrażenia. Niebo w gębie. Co za pyszności. Dawno nie jadła tak dobrych słodkości. Powiedziała, ze pomyliłem zawody. Powinienem pracować w innej branży typu cukiernictwo lub piekarnictwo. Byłem zadowolony, gdy słyszałem takie miłe pochwały z ust kobiety. Po obiedzie zadzwonili znajomi i zapytali, czy mogą wpaść do nas na kawę. Żona była zadowolona, bo miała czym poczęstować gości. Oni myśleli, że to kupne są faworki. Poprosili o nazwę tej cukierni. Rozczarowanie wielkie. Zrobili dziwne miny, gdy powiedziałem, że to ja piekłem. Nie wierzyli w moje umiejętności cukiernicze. Nie mogli nadziwić się, co za pychota. Koleżanka powiedziała, że zazdrości takiego męża, który ma tak złote ręce. Żartowała, że jej mąż to tylko kocha jeść i dlatego lubi pitrasić. Zapytała, czy nie zechciał by jej pokazać jak je wykonuje. Oczywiście z wielką dumą powiedział, że nie ma sprawy. Umówiliśmy się na następny weekend. Śmieliśmy się, że jeszcze trochę to otworzymy własną domową cukiernie. O nazwie złote ręce. Naprawdę nie myślałem, że zwykłe faworki mogą sprawić tyle satysfakcji człowiekowi. Jednak warto przeglądać prasę. Można nauczyć się wiele. Jak to moja babcia zawsze mówiła, że człowiek uczy się przez całe życie. Pod koniec spotkania zjedliśmy pyszny deser lody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz