W czerwcowy wieczór potrzebowałem chwili dla
siebie. Pijąc kawę przeglądałem sobie czasopisma. Może to śmieszne, ale lubię
czytać i przeglądać przepisy. Wpadłem na przepis z firmy Ambasador 92. Oczarowanie wielkie.
Przepis na faworki. Następnego dnia od samego rana wziąłem się do pieczenia.
Trochę obawiałem się czy wyjdą mi. Przepis wydawał się łatwy w przygotowaniu.
Moja żona była w szoku jak poprosiłem ją, żeby posmakowała. Zaniemówiła z
wrażenia. Niebo w gębie. Co za pyszności. Dawno nie jadła tak dobrych
słodkości. Powiedziała, ze pomyliłem zawody. Powinienem pracować w innej branży
typu cukiernictwo lub piekarnictwo.
Byłem zadowolony, gdy słyszałem takie miłe pochwały z ust kobiety. Po obiedzie
zadzwonili znajomi i zapytali, czy mogą wpaść do nas na kawę. Żona była
zadowolona, bo miała czym poczęstować gości. Oni myśleli, że to kupne są
faworki. Poprosili o nazwę tej cukierni. Rozczarowanie wielkie. Zrobili dziwne
miny, gdy powiedziałem, że to ja piekłem. Nie wierzyli w moje umiejętności
cukiernicze. Nie mogli nadziwić się, co za pychota. Koleżanka powiedziała, że
zazdrości takiego męża, który ma tak złote ręce. Żartowała, że jej mąż to tylko
kocha jeść i dlatego lubi pitrasić. Zapytała, czy nie zechciał by jej pokazać
jak je wykonuje. Oczywiście z wielką dumą powiedział, że nie ma sprawy.
Umówiliśmy się na następny weekend. Śmieliśmy się, że jeszcze trochę to
otworzymy własną domową cukiernie. O nazwie złote ręce. Naprawdę nie myślałem,
że zwykłe faworki mogą sprawić tyle satysfakcji człowiekowi. Jednak warto
przeglądać prasę. Można nauczyć się wiele. Jak to moja babcia zawsze mówiła, że
człowiek uczy się przez całe życie. Pod koniec spotkania zjedliśmy pyszny deser
lody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz