Są ferie, więc trzeba je wykorzystać, postanowiłam,
że zabierzemy dzieci na łyżwy. Po śniadaniu, na którym były kanapki z chlebem pasterskim, a także chlebem orkiszowym i wędlinką, a także ser i dżem,
wybraliśmy się na najbliższe lodowisko. Pojechały nawet te mniejsze i radziły
sobie całkiem nieźle, dostały tak zwane pingwinki, z którymi mogły sobie
pojeździć. Wiadomo te starsze radziły sobie na łyżwach znakomicie. Wymyślały
różne figury, a pomysłów im naprawdę nie brakowało. Zrobiły sobie także zawody,
które ile przejedzie, w jakim czasie. Zabawy i śmiechu było, co nie miara,
dzieciaki zadowolone, my, jako opiekuni także. Cieszyliśmy się nawet z tego, że
sprawiliśmy im taką radość tym wypadem na łyżwy. Wzięłyśmy im bułki maślankowe,
upieczone ze składników marki Ambasador 92, bo wiadomo taka zabawa ma to do
siebie, że człowiek szybko robi się głodny, a zwłaszcza dzieci. Wiedziałyśmy,
że po łyżwach trzeba ich będzie zabrać gdzieś jeszcze na przykład do McDonalda, bo nie przepuszcza takiej okazji, jak to dzieci. Kiedy wychodziliśmy z
lodowiska już nas prosiły, aby przyjechać znowu, obiecałyśmy, że jeszcze
podczas tych ferii na pewno przyjedziemy i będą mogły jeszcze sobie pojeździć i
poszaleć na łyżwach. Potem oczywiście zabrałyśmy ich do tak zwanego ich językiem
maka i kiedy już sobie zjadły happy meal wróciliśmy szczęśliwie do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz