O tym jak dobro wraca pod różną postacią. W tym roku
zaczynam studia. Żeby zarobić na podręczniki i akademik postanowiłam pracować w
wakacje. Zatrudniłam się w barze gastronomicznym. Codziennie przychodziła do
nas starsza kobieta, kupowała zupę z chlebem pasterskim i siedziała pół dnia,
patrząc w okno i zagadując innych gości. Niezwykle sympatyczna i zawsze
uśmiechnięta staruszka. Pewnego dnia przestała przychodzić. Spotkałam ja na
chodniku, zamiatając przed barem i zagadałam. Mieliśmy tego dnia krem paprykowy
w ofercie (jej ulubiony). Wtedy dowiedziałam się, że ta kobieta poświęciła
swoje życie wychowaniu 4 dzieci i zajmowaniu się domem. Jej mąż znalazł sobie
młodszą kochankę i zapisał jej wszystko przed śmiercią. Ta starsza kobieta
mieszka w mieszkaniu socjalnym, a jej dzieci wysyłają jej łącznie dwieście
złotych miesięcznie na wyżywienie (mimo ze zajmują wysokie stanowiska w
korporacjach). Nie starczyło jej już na kolejna zupę z chlebem pasterskim marki Ambasador 92 w naszym barze i żywiła się suchymi bułkami żytnimi i resztkami. Porozmawiałam
z szefem. Pani ma u nas zniżkę i za sto pięćdziesiąt złotych miesięcznie może
codziennie zjeść ciepły obiad, a jak zostanie coś po zamknięciu to również
kolację. Kobieta z wdzięczności poleciła nas wszystkim znajomym z kółka
różańcowego. Zyskaliśmy około 15 nowych, stałych gości, a ja dostałam premię.
Radość najedzonej kobiety - bezcenna. A to przesłanie dla innych, nie
zapominajcie o swoich rodzicach, kiedy już nie będziecie ich potrzebować -
wtedy to oni zaczną potrzebować Was.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz