Wczoraj zostałam zaproszona na teatrzyk do pokoju mojej
siostrzenicy. Na dwóch krzesłach powiesiła kolorowe ręczniki frote. Zasłoniła
też okna, w teatrze musi być przecież ciemno. No, może nie było całkiem ciemno,
ale zawsze trochę. W roli Kopciuszka wystąpiła laleczka Agatka, jej przytulanka
w czerwonej kamizelce z włóczki. Z kuchni przyniosła czerwoną serwetkę i już po
chwili lalka miła na głowie właściwy kapturek. Babcie zagrał misiek najbardziej
babciowaty ze wszystkich pluszaków. Miśkowi założyła czepek na głowę i babcia
była gotowa. Miała problem, kto zagra wilka, ponieważ jej wszystkie zabawki
wyglądały tak poczciwie, że nikt by nie uwierzył, że mogłyby kogoś skrzywdzić.
Akurat przyszła do niej koleżanka Basia i podsunęła pomysł, że najlepiej będzie
pasował jej pluszowy kotek. I tak się właśnie stało, bo przecież koty
pochodziły od wilków, albo wilki od kotów ha. Swoją mamę poprosiła, aby
naszykowała jej koszyk z jedzeniem dla chorej babci. W tym koszyku znalazł się
między innymi chleb orkiszowy, bułki żytnie, a także donut z cukrem,
jak potem przekazała mama wszystkie te pyszności były marki Ambasador 92. Obie dziewczynki
zaczęły swoje przedstawienie i muszę przyznać, że naprawdę świetnie im to
wyszło. Zapowiedziały się już z następnym przedstawieniem, za kilka dni, kiedy
już się przygotują i wymyślą jakąś swoją bajkę do przedstawienia. Znając ich
pomysły i możliwości wiem, że będzie super ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz