poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Urodzinowy prezent
Pewnego
dnia rodzice zrobili mi niespodziankę. Okazało się, że w prezencie na moje
urodziny jadę nad morze! Nie potrafiłam ująć mojego szczęścia w słowach.
Wprawdzie miało to być kilka dni, ale jak się okazało najlepszych w moim życiu.
Dzień przed zaczęłam się pakować. Jak zawsze miałam dylemat, co wziąć: dwie
bluzki, a może lepiej sukienki? Na szczęście dzięki mamie wybrnęłam z tej
sytuacji. Następnego dnia rano wyjechaliśmy. Miałam kilka męczących godzin
jazdy autem, ale i tak większość drogi przespałam. Dotarliśmy na miejsce. Nasz
hotel był z widokiem na morze. Postanowiliśmy przywitać się z nim. Szliśmy boso
po brzegu morza. Wiał przyjemny i lekki wiatr. Nigdy nie zapomnę tego uczucia!
W trakcie tego powitania zjedliśmy bułki żytnie. Następnie wróciliśmy do
hotelu, po czym rozpakowaliśmy się. Po kolacji, na którą był także donut z cukrem, przysmak serowy i pizza z marki Ambasador 92, usnęłam jak zabita.
Następny dzień spędziłam z mamą na zakupach. Okazało się, że miasto, w którym
jesteśmy ma wielkie centrum handlowe. Trzeci dzień spędziliśmy na plaży.
Najśmieszniejsze jest to, że leżałam tylko na brzuchu i opaliłam sobie tylko
plecy, ręce oraz nogi z tyłu. Niestety wyszła mi czerwona opalenizna i musiałam
smarować się olejkiem łagodzącym opalanie. Tego popołudnia poszliśmy na smaczne
nadmorskie lody. Reszta wakacyjnych dni nad morzem była również wspaniała. Nie
zapomnę ich chyba do końca życia!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz