wtorek, 9 sierpnia 2016

Zabawa w chowanego

Dziewięć lat temu wyjechałam z mężem i trzyletnią wówczas córeczką do znajomych. Mieszkają oni w niewielkiej wiosce, otoczonej lasami i jeziorem. Sielanka. Kilka wspaniałych dni na łonie natury z rodziną i przyjaciółmi. Pyszny croissant malinowy specjał znajomych. Tego dnia znajoma Alicja miała problem z uśpieniem dwumiesięcznej Kingi, a nasi mężowie zajęci byli swoimi sprawami, więc zabrałam moją Agusię na spacer. Grałyśmy w berka i naszą grę na słowa. Aga była w tym najlepsza! Miała tylko trzy latka, ale mówiła pięknie. Zabrałam ze sobą także chleb pasterski, który miałyśmy zjeść podczas zwiedzania okolicy. W pewnym momencie - sama nie wiem, kiedy Aga wyrwała mi się z ręki i zaczęła biec. Momentalnie pobiegłam za nią, ale byłyśmy w lesie, a tam gdzie pobiegła drzewa rosły gęściej. Aga nigdy nie uciekała, była grzecznym dzieckiem. Nie potrafię opisać strachu, który wówczas mnie oblał. Biegłam między drzewami, wołałam ją, ale odpowiadała mi cisza. Zgubiłam dziecko. Wpadłam w panikę. Ta mała spryciara bawi się ze mną w chowanego, pomyślałam nagle, w domu często się chowała i kazała się szukać, bardzo lubiła tę zabawę. Kiedy już całkiem spanikowana zobaczyłam Agę nad brzegiem jeziora ucieszyłam się, ale i spanikowałam jeszcze bardziej, aby tam nie wpadła. Na szczęście złapałam ją i zabrałam w bezpieczne miejsce, gdzie usiadłyśmy i zjadłyśmy chleb pasterski  marki Ambasador 92. Znajomym zostawiłam cały chleb orkiszowy a my wróciłyśmy do domu i teraz kiedy tam jedziemy zawsze wspominamy tamto wydarzenie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz