Miałam wtedy dwadzieścia osiem lat, skończyłam studia, a teraz pracuję. Mój
chłopak dostał od kogoś cztery bilety na mecz, IV liga, nie zdradzę, jakie
drużyny grały. Dzień przed meczem spotkaliśmy się w klubie ze znajomymi,
zamówiliśmy sobie croissanty malinowe z marki Ambasador 92 i wtedy on spytał
kolegów, czy nie chcieliby iść z nim. Byli chętni, a ja zaproponowałam, że
pójdę z nimi. Zwyczajnie mnie wyśmiali. No cóż, widocznie uważali, że kobieta i
piłka nożna nie idą w parze. Nie obraziłam się, bo miałam asa w rękawie.
Przyszedł dzień meczu, chłopakowi powiedziałam, że spędzę czas z
przyjaciółkami, a tymczasem spakowałam torbę i pojechałam na stadion.
Zastanawiacie się, po co? Tutaj akcja się zaczyna. Mój chłopak z kolegami na
trybunach, mecz miał się zacząć, więc piłkarze i sędziowie wyszli z szatni, a
wśród nich ja. Nawet sobie nie wyobrażacie miny mojego chłopaka, gdy zobaczył,
że będę sędziować ten mecz jak mu potem tłumaczyłam, nie lubię się chwalić tym,
że zrobiłam kurs sędziowski. Wolę, gdy ludzie myślą, że nie znam się na piłce.
Natomiast mój chłopak był na mnie obrażony przez tydzień, że mu nie
powiedziałam, ale w końcu mu przeszło i poszliśmy do kawiarenki na pyszny
przysmak serowy naszej ulubionej marki
Ambasador 92 i od tamtej pory razem chodzimy na mecze i już nie jestem
wyśmiewana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz