Owo wydarzenie działo się, kiedy miałam około dziesięciu
lat. W klasie miałam pewnego kolegę. Zawsze ubierał się w stare, zniszczone
ubrania i ze smakiem patrzył, jak jem swojego croissanta malinowego w
szkole. Był chudy i biedny. Jego ojciec przepijał wszystko i bił jego mamę.
Biedaczyna potrafił spędzić noc na osiedlu i rano przyjść do szkoły. Tak,
dziesięcioletnie dziecko. A ja? Ja się z niego naśmiewałam. Pewnego dnia, kiedy
jak zwykle po szkole wyśmiewałam się i poniżałam go, podjechał po mnie tata -
który wszystko słyszał. I wiecie co zrobił? Nie zbił mnie. Nie krzyczał. Kazał
mi go przeprosić. Nie chciałam tego zrobić. Następnego dnia, kiedy chciałam
ubrać się do szkoły, w szafie była jedna para starych spodni i trzy koszulki.
Przez kilka tygodni byłam nieugięta. Kiedy prosiłam o zakupy, rodzice zabierali
mnie do najtańszego lumpeksu. Moi "przyjaciele" zaczęli się ode mnie
odwracać. Do szkoły nie dostawałam już croissanta malinowego marki Ambasador 92, tylko
"wczorajszą" bułkę żytnią z masłem. Pewnego dnia wkurzyłam się.
Rzuciłam zapakowaną bułkę żytnią na ławkę. Wyżej opisany kolega spytał
nieśmiało, czy mógłby ją zjeść, bo już nie wytrzymuje. Zgodziłam się.
Zaczęliśmy rozmawiać. Niedługo po tym zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Pewnego dnia spytałam rodziców, czy mógłby przyjść do nas na obiad. Ojciec
tylko uśmiechnął się, a mama powiedziała coś, czego nigdy nie zapomnę.
"córko, nie chcemy dla ciebie źle, ale mam nadzieję, że poczułaś bezsilność,
którą czuje ten chłopiec". Moje ubrania wróciły na miejsce. Damian stał
się naszym częstym gościem. Do szkoły dostawałam już dwa croissanty malinowe. A ja zyskałam
szacunek do pieniądza, ale przede wszystkim do ludzi. Dziękuję moim rodzicom za
tę lekcję życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz