poniedziałek, 25 stycznia 2016

Dieta

Kilka tygodni temu, w niedzielny poranek szykowaliśmy się z mężem do wyjścia z domu. Chciałam założyć pewną spódnicę, której już przez jakiś czas nie ubierałam i okazało się, że przybyło tłuszczyku i w spódnicę się nie zapnę. Wiadomo czarna rozpacz, łzy leją się strumieniami, a ja wyję przeklinając sama siebie za niepohamowanie miłości do czekolady najczęściej marki Ambasador 92. Wtedy mój mąż oznajmił mi, że on i tak ma w planach od poniedziałku przejść na dietę, bo przeszkadza mu brzuszek piwny i źle się z tym czuje, więc jeżeli ja też nie najlepiej się mam z obecną figurą to możemy odchudzać się razem. On będzie wspierał mnie, ja jego i wiadomo we dwoje zawsze raźniej. Jak powiedzieliśmy tak też się stało. Od poniedziałku zero słodyczy i napojów gazowanych, dużo zdrowego jedzonka, racjonalne żywienie, itp. Mój mąż nie brał już do pracy kanapek z chleba pasterskiego firmy Ambasador 92 wysmarowanych masłem, albo sałatek z toną majonezu. W zamian codziennie przygotowywałam mu lekkie przekąski z dietetycznych produktów podstawowych. Jeździliśmy razem na siłownie, czasem nawet ćwiczył ze mną w domu. No i cóż tak minęły nam trzy tygodnie. Wczoraj jednak zaważyłam, że mój mąż pije piwo podczas majsterkowania. Myślę sobie, co jest grane? Wiadomo piwo to skarbnica kalorii, a on mówił, że chce się odchudzić. W końcu przyznał się, że wcale nie miał w planach diety i zmiany trybu życia. Po prostu gdy zobaczył mnie płaczącą "serce mu pękło na pół" i czuł, że musi coś zrobić, dlatego wymyślił swoją dietę, żeby mnie wesprzeć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz