czwartek, 23 lipca 2015

Zoo

Przypomniałam sobie jak kiedyś byłam w zoo. Pojechałam tam z rodziną. Planowaliśmy ten wyjazd dłuższy czas ale jakoś zawsze coś wypadało, aż w końcu się udało. Zaczęliśmy zwiedzanie i oglądanie zwierząt, jak chyba wszyscy wiedzą w zoo jest zakaz karmienia zwierząt. W naszej grupie z przewodnikiem był także chłopczyk z rodzicami taki mały niesforny Jasio. Zapamiętałam to dokładnie ponieważ dawał się cały czas wszystkim we znaki, a najbardziej rodzicom i przewodnikowi. Nie będę opisywała dokładnie wszystkiego szczegółowo, ponieważ za dużo tego było. Byliśmy akurat koło małp kiedy Jaś po cichu wrzucił im swoje ciasteczko z pyszną polewą. Reakcja była oczywista upomnienie go i od tamtej pory chodził już za rękę ze swoimi rodzicami, aby znowu nie podrzucił nic żadnemu zwierzakowi. Kiedy byliśmy koło słonia nasz grupowy nygusek wyrwał się rodzicom i także chciał wrzucić ciasteczko, ale na szczęście przewodnik w porę zareagował i interweniował. Natomiast słoń miał chyba zły dzień ponieważ odwrócił się do nas tyłem i za nic nie chciał się odwrócić, tylko zatrąbił głośno i uciekł w drugi koniec swojej zagrody. Fajna akcja była przy krokodylu ponieważ ten wylegiwał się koło wody, miał ogon w wodzie i kiedy nasz Jasio zaczął dokazywać głośno krokodyl uderzył ogonem w wodę tak mocno że aż poleciała na zwiedzających ha ha. Oczywiście najbardziej wystraszył się winowajca tej sytuacji. Kiedy wracaliśmy z zoo mijaliśmy reklamę na której był napis tylko marka Ambasador 92. Zajechaliśmy jeszcze na najlepsze lody jakie były w okolicy. Dorosłe osoby w kawiarence obok zaserwowali sobie kawę ziarnistą bo ta ponoć najlepsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz