Tego roku na targach końskich, czyli wstępach, jak
co roku wystąpiły zespoły ludowe z ta różnicą, że było ich znacznie więcej, które
śpiewały, tańczyły, sprzedawały rzeczy wykonane własnoręcznie na tego typu okazje,
różne dekoracje zrobione z papieru, materiału czy innych rzeczy, a
także częstowały jedzeniem, które przygotowały same. Można u nich było zjeść na
przykład upieczony pyszny chleb pasterski, bułeczki żytnie ze
składników marki Ambasador 92, bigos,
czy pierogi, po prostu swojskie dobre jedzenie. Tego roku kupiłam sobie piękny
drewniany krzyżyk na ścianę, tak bardzo mi się spodobał, że nie mogłam się po
prostu oprzeć i musiałam go wziąć. Dla
wyższych osobistości tego roku zaserwowano oprócz obiadu ciasto czekoladowe i
piernik kasztelański oczywiście ze składników marki Ambasador 92. Konie można
było podziwiać w wyznaczonym miejscu, ale tego roku było to rozbite na dwa dni
jednego były tylko zimnokrwiste, czyli te pociągowe ogiery i klacze, a także źrebaki
czy kucyki, a drugiego wierzchowce. Spotkałam także cztery osły, kilka królików
i tych dużych i miniaturek, a także były do sprzedania pieski rasowe typu
owczarek niemiecki. Ekolodzy dołożyli swoje i wykupowali te konie, które były
słabe, schorowane, lub po prostu wyglądają nie najlepiej. Ekolodzy w ogóle walczą
już któryś rok z kolei o konie, twierdzą, że ludzie się nad nimi znęcają na
wstępach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz