Jestem w zaawansowanej ciąży. Widać ją z daleka,
widoczny pomimo zimowej kurki. Po śniadaniu i pysznych bułeczkach żytnich,
upieczonych ze składników marki Ambasador 92, poszłam na pocztę wysłać
zwolnienie do pracy. Nie jestem żadną matką Polką i nie domagam się
szczególnego traktowania. Ale jak ktoś mi ustąpi miejsca to uważam to za miły
gest i korzystam. No wiec stanęłam w kolejce, przede mną jedna kobieta już
obsługiwana i za nią trzech mężczyzn. Za mną stanął kolejny. Nie
miałam koperty, wiec wyszłam na chwilę z kolejki, podeszłam do okienka,
poprosiłam o kopertę i chciałam wrócić na swoje miejsce. Ale nie pan, który
stał za mną przesunął się dość wymownie do przodu. Przeprosiłam powiedziałam,
że stałam przed nim i wyszłam tylko na chwilę i chciałabym wrócić na swoje
miejsce, a on do mnie - jak sama pani powiedziała, wyszła pani, wiec teraz musi
pani stanąć na końcu kolejki. Szczęka mi opadła, ale nie chciało mi się kłócić
z panem. Liczyłam na odrobinę życzliwości. Ale co zrobić. Stanęłam na końcu, pan
w okienku skończył obsługiwać panią, podchodzi kolejna osoba, a pan
"pocztowy" na to: nie, nie Panią w ciąży poproszę teraz. A jednak są
jeszcze życzliwi ludzie. Po tej akcji poszłam do cukierni po piernik kasztelański.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz