czwartek, 23 marca 2017

Poczta

Jestem w zaawansowanej ciąży. Widać ją z daleka, widoczny pomimo zimowej kurki. Po śniadaniu i pysznych bułeczkach żytnich, upieczonych ze składników marki Ambasador 92, poszłam na pocztę wysłać zwolnienie do pracy. Nie jestem żadną matką Polką i nie domagam się szczególnego traktowania. Ale jak ktoś mi ustąpi miejsca to uważam to za miły gest i korzystam. No wiec stanęłam w kolejce, przede mną jedna kobieta już obsługiwana i za nią trzech mężczyzn. Za mną stanął kolejny. Nie miałam koperty, wiec wyszłam na chwilę z kolejki, podeszłam do okienka, poprosiłam o kopertę i chciałam wrócić na swoje miejsce. Ale nie pan, który stał za mną przesunął się dość wymownie do przodu. Przeprosiłam powiedziałam, że stałam przed nim i wyszłam tylko na chwilę i chciałabym wrócić na swoje miejsce, a on do mnie - jak sama pani powiedziała, wyszła pani, wiec teraz musi pani stanąć na końcu kolejki. Szczęka mi opadła, ale nie chciało mi się kłócić z panem. Liczyłam na odrobinę życzliwości. Ale co zrobić. Stanęłam na końcu, pan w okienku skończył obsługiwać panią, podchodzi kolejna osoba, a pan "pocztowy" na to: nie, nie Panią w ciąży poproszę teraz. A jednak są jeszcze życzliwi ludzie. Po tej akcji poszłam do cukierni po piernik kasztelański

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz