Moja siostrzenica po powrocie ze szkoły
przyszła do mnie z wielką prośbą, aby iść z nią na spacer
ponieważ musi na następny dzień przynieść do szkoły liście
jesienne, kasztany i żołędzie, ponieważ będą robić ludziki i
dekoracje. Szybko dałam się namówić ale powiedziałam jej, że
pójdziemy jak zakończę swoją pracę, a kończyłam właśnie myć
lodówkę. Po wymyciu pochowałam wszystkie rzeczy do lodówki, a
najlepsze mrożone warzywa do zamrażarki i byłam gotowa na spacer
po skarby jesieni. Ubrałyśmy się już dość ciepło ponieważ
pogoda jak to na jesień przystało skłania do tego aby się cieplej
ubierać i wyruszyłyśmy. Z liśćmi nie było większych problemów,
ponieważ lecą z drzew a takowych koło nas nie brakuje. Znalazłyśmy
naprawdę piękne kolorowe i z przeróżnych drzew. Wiedziałam gdzie
kasztan rośnie, a że było to dość daleko ruszyłyśmy żwawym
krokiem przed siebie po drodze rozglądając się w poszukiwaniu
żołędzi, których także nie miałyśmy jeszcze. Kiedy doszłyśmy
wreszcie do kasztana siostrzenica zabrała się za zbieranie tych
które leżały już na ziemi. Zbierała różne i te małe i te duże
a także te średnie, ponieważ wiedziała, że przydadzą jej się
różne wielkości. Przy okazji rozmowy na temat kasztanów
powiedziałam jej że są także jadalne kasztany, czym była bardzo
zdziwiona. W tym czasie ja rozglądałam się za jakimś dębem i
wypatrzyłam jednego i ruszyłyśmy tam aby nazbierać żołędzi. Po
drodze mijałyśmy reklamę firmy Ambasador 92, na której były
reklamowane różne produkty mrożone. Nazbierałyśmy także
żołędzi, dlatego mogłyśmy ruszyć w drogę powrotną do domu.
Siostrzenica była bardzo zadowolona ponieważ nazbierała więcej
niż było jej potrzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz