poniedziałek, 12 października 2015

Na koloniach

Parę lat temu byłam opiekunką na kolonii. Zaznaczę że wyglądam naprawdę bardzo młodo. Już tydzień przed kolonią wiedziałam że będę mieć najstarszą grupę, ale nie przewidywałam większych problemów. O godzinie dziewiętnastej dojechały dzieci - przywitanie, ognisko i rozejście do domków na rozpakowanie i ustalenie harmonogramu na następny dzień. Na kolację podawane było pieczywo upieczone z najlepszych mrożonych produktów, zakupionych w firmie Ambasador 92. Koło nas, opiekunek mieszkały cztery najstarsze dziewczyny, byłam u nich z pięć razy w ciągu godziny. Przy ostatnim spotkaniu zauważyłam coś niepokojącego w ich oczach, ale powiedziały, że to od soczewek (nie znałam się, więc uwierzyłam). Po tym jak zaczęła się cisza nocna jedna z nich nie mogła wejść do domku, bo koleżanki zamknęły drzwi na klucz. Jak się okazało dwie damy były pijane przewracały się, itd. Czyli stan upojenia alkoholowego. Zaskoczyła mnie reakcja rodziców, do których zadzwoniła kierowniczka, a oni odpowiedzieli: "Niech śpią, jutro będą cierpieć" - a dzieci po piętnaście lat. No cóż karetka, policja. I tu najgorsze, bo musiałam się nimi zająć, aż będą przytomne. Fajnie, ale nie chcieli mnie wpuścić na oddział, bo myśleli, że jestem ich koleżanką. Musiałam pokazywać dowód, dawać rodziców do telefonu, aby potwierdzili wszystko. Pielęgniarki widząc co przechodzę podeszły i zapytały mnie, czy chcę się zemścić. Ja z błyskiem w oku czekałam na pomysł, który bardzo mi się spodobał. Rano dziewczyny obudziły się wymalowane na twarzy czekoladą, mina jak zobaczyły się w lusterku była bezcenna. Po tak spędzonej nocy poszłam na pyszne mrożone lody, a dziewczyny zakończyły kolonie i wylądowały w domach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz