Na
wakacje podjęłam pracę w restauracji należącej do krewnych, jako
kelnerka. Zaraz na początku mojej "kariery" przyszło mi
obsłużyć stolik, przy którym siedziała para z dzieckiem. Przy
czym od razu zaznaczę, że kobieta była biała, mężczyzna
ciemnoskóry i dziewczynka taka no, coś pomiędzy. Byli ubrani
bardzo kolorowo, a dziewczynka to już w ogóle miała sukienkę we
wszystkich kolorach tęczy. Miałam dobry humor więc podeszłam i
zapytałam wesoło: - Co podać dla państwa? Zamówili pyszną mrożoną kawę i do tego ciastko tylko marki Ambasador 92, a dla
dziewczynki sok pomarańczowy świeżo wyciskany i ciastko ptyś.
Przy okazji podania powiedziałam z uśmiechem że jest bardzo
kolorowa, miałam na myśli ubranie ale oni chyba odebrali to trochę
inaczej tak wywnioskowałam z ich min i od razu zaczęłam się
tłumaczyć widząc że odebrali inaczej moje słowa iż powinni.
Mówiłam że naprawdę miałam na myśli tylko strój dziewczynki a
tak szczerze to wszystkich ich stroje i na szczęście jakoś udało
mi się ich przekonać. Już widziałam że mieli zamiar opuścić
restaurację, ale na szczęście udało mi się jakoś temu zapobiec.
Kiedy zawołali do stolika inną kelnerkę, a była nią moja kuzynka
byłam zestresowana ponieważ pomyślałam, że chcą wnieść na
mnie skargę za tą gafę z kolorami. Okazało się, że nie wnosili
żadnej skargi, tylko chcieli już zapobiec z góry że znów im
powiem coś nie tak przy moim poczuciu humoru. Zamówili sobie
jeszcze na wynos najlepsze mrożone lody i powiedzieli, że bardzo im
smakowało i na pewno jeszcze tu wrócą mimo małej mojej wpadki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz