Niedawno rozmawiałam z sąsiadką i zaczęła mi się
zwierzać, że marzy jej się zmiana koloru w mieszkaniu. Problem polega na tym,
że nie może się doprosić męża, aby za to malowanie się wziął. Dlatego podczas
rozmowy przy kawie i pierniku, a także ciasteczkach z marmoladą i nadzieniem, a także gotowym kremem czekoladowym z
firmy Ambasador 92, doszłyśmy do wniosku, że trzeba go postawić przed faktem
dokonanym i powiedzieć, że zatrudnia malarza, który się tym zajmie i praca
pójdzie szybko i bez stresu. Znalazłyśmy na intrenecie kilka numerów do malarzy
i sąsiadka postanowiła, że od razu zadzwoni w kilka miejsc i zapyta o cenę i
czas oczekiwania. Dodzwoniła się do kilku panów, wybrała najmłodszego po głosie
i umówiła się z nim na oględziny i wycenę. A czemu najmłodszego, proste, aby
zrobić mężowi po złości. Ze względu, że nie mogła się go doprosić o malowanie
postanowiła znaleźć młodego i przystojnego, aby mąż był zazdrosny. Choć trochę
miała także nadzieję, że z jak zobaczy jakiegoś przystojniaka, to sam powie, że
pomaluje to mieszkanie, a ona zaoszczędzi parę groszy na pracowniku. Plan był
trochę podstępny, ale przyniósł oczekiwany rezultat, kiedy młody i przystojny
malarz przyjechał na wycenę i zobaczył go sąsiad powiedział, że następnego dnia
bierze wolne w pracy i zaczyna malowanie i już nie potrzebny żaden malarz.
Zazdrość robi swoje, a chytry plan się powiódł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz