Obecnie mam
remisję. Po przetoczeniu osocza czuję, że jeszcze może być dobrze. Nawet schody
już nie są dla mnie takim wielkim wyzwaniem. Sama odkurzam, myje podłogi, co
kiedyś było niemożliwe. Wiadomo, z odpoczynkiem, ale robię. Jestem z tego
powodu bardzo szczęśliwa. Ważne jest także dla mnie to, że mogę się pobawić z
dzieciakami, mogę wziąć maluchy na ręce, co kiedyś było nie możliwe. Z siostrzenicami, siostrzeńcami, bratanicami i
bratankami się pobawię, zaopiekuję, to tak wiele dla mnie znaczy. Jeszcze kiedy
usłyszę słowa "kocham Cię ciociu" i zobaczę uśmiech na pięknych
buziaczkach to już coś wspaniałego. Wcześniej kiedy nie byłam w stanie się z
nimi pobawić, wziąć na ręce to dzieciaki nie bardzo rozumiały czemu nie chcę
ich wziąć czy pobawić się z nimi. Pamiętam jak kiedyś moja mała siostrzenica
oglądała płytę z wesela swoich rodziców (wtedy byłam zdrowa), ja gdzieś tam w
drugim planie szłam, i mówi do swojej mamy " o, a czemu ciocia tam tak
szybko i normalnie idzie". Zachorowałam jak siostry były w ciąży i od
początku dzieciaki widziały mnie jako chorą na miastenię, z chodem kaczki i
powolnej jak kaczka, to było dla nich zdziwienie i zaskoczenie. Dzieciaki
wszystko zauważą, nawet to czego nie widzimy my dorośli. Teraz nawet mogę
im zrobić bułeczki żytnie, czy chleb Duński Bakels ze
składników marki Ambasador 92, które tak
bardzo lubią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz