Sezon
truskawek już za nami, teraz są wiśnie i zaczynają się maliny. Co to oznacza?
Oczywiście zajęcie, zrywanie owoców i przetwarzanie ich na przetwory. Uwielbiam
sok z wiśni, dlatego zerwałam całą miskę
wiśni i zabrałam się za drylowanie ich. Na szczęście posiadam drylownicę, więc
uwinęłam się z tym w miarę szybko. Szkoda mi było wyrzucać wiśni po odlaniu
soku, dlatego zrobiłam także dżem wiśniowy. Dzieciaki go uwielbiają, a i mi się
czasem przyda do ciasta, czy po prostu na kanapkę. Maliny dojrzewają coraz
szybciej, więc i nimi trzeba się już zajmować. Tym razem zaryzykowałam zrobić
nadzienie żelowe malina, wiem, że
nadzienie żelowe malina najlepsze jest z marki Ambasador 92, ale mimo
wszystko zaryzykowałam i zrobiłam swoje. Oczywiście nie wyszło takie jak z marki Ambasador 92, ale muszę
przyznać, że nie było najgorsze. Na pewno wykorzystam je kiedy przyjadą do mnie
dziewczynki na wakacje i będą chciały zrobić ciasteczka z nadzieniem żelowym malina. Część zrobimy z moim własnej roboty, a część z firmowym. Na pewno będę
robiła także soki malinowe, a także pewnie zrobię także dżemy malinowe, aby nie
marnować owoców. W zeszłym roku pierwszy raz zrobiłam dżem malinowy i muszę
przyznać, że poszedł bardzo szybko mimo tych malutkich pesteczek, jakie zawierają
maliny, wyczuwalne zwłaszcza po przesmażeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz