W ostatnią
niedzielę odbył się chrzest święty mojej bratanicy. Jedenasta w rodzinie z
dzieciaczków. Od samego rana była jakaś marudna i nawet na rękach nie bardzo
jej pasowało. Rodzice obawiali się jak to będzie w kościele, skoro nic jej nie
pasuje. Ku zaskoczeniu wszystkich, kiedy tylko weszli do kościoła, zaczęła się rozglądać
i momentalnie się uspokoiła. Przez całą mszę albo się rozglądała, albo spała. Tak
jakby w ogóle dziecka nie było. Nawet podczas chrztu i polania głowy wodą
święconą nie popłakała się, a wręcz przeciwnie uśmiechnęła się słodko. Kochany aniołek.
Po mszy rodzina była zaproszona na obiad i tort. Tort był po prostu piękny i
bardzo smaczny. Miał nadzienie żelowe malina na wierzchu, w środku nadzienie z
truskawką w syropie i toffi argentyńskim. Pieczony był oczywiście ze składników
marki Ambasador 92. Sprawdzona i bardzo dobra firma, która jeszcze nigdy nie
zawiodła. Z nadzienia żelowego malina było zdjęcie mojej bratanicy. Jak słodko
to wyglądało. Piękny napis z posypki czekoladowej „chrzest święty”. Wszyscy byli
zachwyceni. Na sali było dużo miejsca, więc dzieciaki miały frajdę. Z boku Sali
miały kącik zabaw, gdzie spędziły większość czasu. Rodzice mieli spokój i mogli
sobie posiedzieć bez strachu i obawy że coś im się stanie. Byli blisko, więc
mieli ich na oku, i ku naszemu zdziwieniu bawiły się spokojnie i bez większych
spięć i starć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz