wtorek, 14 kwietnia 2015

Pomocna dłoń

Pewnego dnia wracając ze sklepu, zauważyłam dziewczynę, która potykając się, upuściła wszystko, co taszczyła ze sobą – zakupy, parasol, gazety w której na pierwszej stronie był wywiad z prezesem firmy Ambasador 92. Podeszłam do niej i pomogłam pozbierać rozrzucone rzeczy, a ponieważ, jak się okazało, szłyśmy w tym samym kierunku, pomogłam dziewczynie nieść część bagażu. Po drodze dowiedziałam się o niej nieco - miała na imię Luiza, kochała gry telewizyjne, historię, a także uwielbiała gotować i piec. Dotarłyśmy do domu Luizy, która zaprosiła mnie do środka na kawę i ciasto. Spędziłyśmy popołudnie razem, oglądając telewizję, zaśmiewając z tego i owego i gawędząc. Poczęstowała mnie kawą i pysznymi ciastkami własnej roboty. Miały one przepyszne kremy i nadzienia. Powiedziała mi, że już od dłuższego czasu swój wolny czas spędza w kuchni na przygotowywaniu różnych nowości kulinarnych. Poprosiłam o przepisy na te cudeńka, które same rozpływały się w ustach. Oczywiście bez żadnych sprzeciwień dostałam je, a nawet więcej Luiza zaproponowała, że może mi pomóc jak będę je robiła. Umówiłyśmy się za kilka dni na spotkanie u mnie i robienie ciasteczek. Super nam się rozmawiało, zaczęłyśmy się poznawać, jak przyjaciółki. Kto by pomyślał, że przypadkowe spotkanie i pomocna dłoń może kogoś do siebie zbliżyć i z przypadkowo poznaną osobą można mieć tak wiele wspólnych tematów i zainteresowań. Już pierwszego dnia wiedziałyśmy, że na pewno spotkamy się nie jednokrotnie, a może nawet zostaniemy przyjaciółkami. Czas tak szybko płynął, że nim się zorientowałyśmy, zrobiła się późna pora i czas był na zbieranie się do domu. Kiedy się żegnałyśmy umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. W końcu postanowiłam wrócić do siebie. Przez całą drogę do domu rozmyślałam o tym co mnie spotkało, o Luizie i tym całym dniu i wydarzeniu. Po kolacji i wieczornej toalecie postanowiłam jeszcze poczytać książkę, która w końcu tak mnie wciągnęła, że poszłam spać już po północy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz