Pewnego
dnia wracając ze sklepu, zauważyłam dziewczynę, która potykając
się, upuściła wszystko, co taszczyła ze sobą – zakupy,
parasol, gazety w której na pierwszej stronie był wywiad z prezesem
firmy Ambasador 92. Podeszłam do niej i pomogłam pozbierać
rozrzucone rzeczy, a ponieważ, jak się okazało, szłyśmy w tym
samym kierunku, pomogłam dziewczynie nieść część bagażu. Po
drodze dowiedziałam się o niej nieco - miała na imię Luiza,
kochała gry telewizyjne, historię, a także uwielbiała gotować i
piec. Dotarłyśmy do domu Luizy, która zaprosiła mnie do środka
na kawę i ciasto. Spędziłyśmy popołudnie razem, oglądając
telewizję, zaśmiewając z tego i owego i gawędząc. Poczęstowała
mnie kawą i pysznymi ciastkami własnej roboty. Miały one
przepyszne kremy i nadzienia. Powiedziała
mi, że już od dłuższego czasu swój wolny czas spędza w kuchni
na przygotowywaniu różnych nowości kulinarnych.
Poprosiłam
o przepisy na te cudeńka, które same rozpływały się w ustach.
Oczywiście bez żadnych sprzeciwień dostałam je, a nawet więcej
Luiza zaproponowała, że może mi pomóc jak będę je robiła.
Umówiłyśmy się za kilka dni na spotkanie u mnie i robienie
ciasteczek. Super nam się rozmawiało, zaczęłyśmy się poznawać,
jak przyjaciółki. Kto by pomyślał, że przypadkowe spotkanie i
pomocna dłoń może kogoś do siebie zbliżyć i z przypadkowo
poznaną osobą można mieć tak wiele wspólnych tematów i
zainteresowań. Już pierwszego dnia wiedziałyśmy, że na pewno
spotkamy się nie jednokrotnie, a może nawet zostaniemy
przyjaciółkami. Czas tak szybko płynął, że nim się
zorientowałyśmy, zrobiła się późna pora i czas był na
zbieranie się do domu. Kiedy się żegnałyśmy umówiłyśmy się
na kolejne spotkanie. W
końcu postanowiłam wrócić do siebie. Przez całą drogę do domu
rozmyślałam o tym co mnie spotkało, o Luizie i tym całym dniu i
wydarzeniu. Po kolacji i wieczornej toalecie postanowiłam jeszcze
poczytać książkę, która w końcu tak mnie wciągnęła, że
poszłam spać już po północy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz