Święta, święta i po świętach. Zleciały mi bardzo
szybko i w bardzo miłym towarzystwie, oczywiście rodzinnie. Wigilia jak co roku
najpierw u teściów, potem u rodziców. Nie było jakoś szczególnie wystawnie, ale
tak właśnie cała rodzina tego oczekiwała. Wszystko tradycyjnie w spokoju i
rodzinnej ciepłej atmosferze. Najpierw życzenia z opłatkiem, potem wigilijna
kolacja, śpiewanie kolęd i na koniec pasterka w kościele o północy. Dla mnie to
wtedy najbardziej czuję ten wyjątkowy dzień kiedy to Pan do nas przychodzi. Podczas
wigilii dzieciaki co chwilę pytały, czy już mogą rozpakować prezenty. Nie miały
kupowanych jakiś cudów, po prostu zwykłe skromne prezenty, ale jak to dzieci
nie mogły się doczekać. Dopiero po kolacji wigilijnej dostały pozwolenie na
otwarcie prezentów. Reszta rodziny dostała kosmetyki, skromne kremy. Na kolejne
dwa dni świąt przygotowałam ciasto jogosoft i lemon delight ze składników marki Ambasador 92. Podzieliłam i część wzięłam pierwszego dnia do rodziców i część
drugiego dnia do teściów. Bardzo lubię śpiewać kolędy i dlatego nie tylko w Wigilię
ale także w pierwszy dzień świąt śpiewaliśmy wspólnie. Bardziej niż ja na
kolędowanie namawiały dzieciaki. Siostrzenica przywiozła ze sobą gitarę i
akompaniowała nam do tekstu. Po prostu to kocham. Rodzina w zgodzie przy
świątecznym stole śpiewająca wspólnie kolędy. Cudowne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz