Sytuacja mojej koleżanki. Zacznijmy od tego, że od
dziecka mieszka z rodzicami i babcią. Rodzice pracowali do od ósmej do
szesnastej, więc w tych godzinach była pod opieką babci. Babcia jak to babcia,
wnusia nie może chodzić głodna. Była pakowana słodyczami, ciastami korzennymi,
ciastami miodowymi, ciastami dyniowymi, pierogami i tym podobnymi smakołykami.
Co przełożyło się na jej wagę. Pod koniec podstawówki doszedł do tego komputer,
efektu możecie sami się domyśleć. Rok temu ważyła 120 kilogramów przy wzroście
170 centymetrów, otyłość kliniczna II stopnia. Rodzice nie reagowali, w końcu
stwierdziła, że coś jest nie tak i trzeba wziąć się do roboty. Po zrobionym
treningu na siłowni stanęła na tamtejszej wadze. Wynik? Waga 96. Co to oznacza?
Że nie mam już otyłości, tylko nadwagę. Może wam się to wydawać dziwne, że się
z tego cieszyła, bo jeszcze dużo jej zostało. Ale w szatni płakała jak dziecko.
Pierwszy raz odkąd pamięta nie jest otyła. Zostało jej do zrzucenia jakieś 10
kilogramów, ale da radę, wierzę w nią. Dodam jeszcze, że teraz na kolację je
chleb na noc marki Ambasador 92, a w ciągu dnia i na śniadanie chleb Pro Body.
Dzięki temu nie musi rezygnować z chleba, który w diecie jednak odgrywa ważną
rolę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz