Znajoma opowiadała mi jak to jej córeczka pokochała
balet. W domu kiedy tylko wracała z przedszkola kazała sobie włączać na
telewizorze balet i tańczyła naśladując dziewczynki na ekranie. Codziennie było
to samo, nawet po kilka razy dziennie, tańczyła po jakieś pół godziny i robiła
przerwę po czym po odpoczynku wołała znowu balet. Była tym tak zachwycona, że
znajoma postanowiła ją zapisać do szkoły baletowej. Fajnie się złożyło,
ponieważ w tym samym budynku była także siłownia, fitness i jeszcze kilka innych
atrakcji dla dorosłych. Karnet można
było wykupić na balet i jednocześnie w tym czasie rodzice mogli korzystać z
oferowanych tam atrakcji. Oczywiście wykorzystała to i przez ten czas kiedy jej
córeczka ćwiczyła balet, a raczej były to ćwiczenia rozciągające, bo jak się
okazało przez pierwszy rok nauka polegała na rozciąganiu, a dopiero potem była nauka
układów baletowych. Podczas jednego z takich treningów nie czuła się najlepiej,
więc została na sali i patrzyła jak dziewczynki ćwiczą. Zauważyła, że jedna z
nich co jakiś czas wychodzi, po pewnym czasie zaciekawiona, czy nie dzieje się
coś złego poszła za nią. Okazało się, że mała zakradała się do torby mamy i
podjadała ciasteczka z nadzieniem żelowym malina i kremem ajerkoniak. Jak
później jej mama powiedziała były to ciasteczka z marki Ambasador 92, które
kupiły w drodze na balet, a że jej córeczka je uwielbia to nie mogła się
powstrzymać i się po nie zakradała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz