Moja koleżanka jest niepełnosprawna. Musi chodzić o dwóch
kulach, bo jedną stopę ma całkowicie niesprawną, nie ma opcji o jej
jakimkolwiek użyciu. Leczenie od dwóch lat przynosi średnie skutki. Pracuję zdalnie w domu. Jest sama i radzi
sobie sama, nie narzeka, ma póki co dwie sprawne ręce, chociaż jej niezdarność i
ogólne kalectwo bardzo ją krępuje. Jest jej przykro, gdy rodzic nie wytłumaczy
dziecku, żeby nie kopało w jej kule, nie skakało nad nimi, nie biegało wokół
niej slalomem, nawet gdy o to grzecznie prosi. Albo gdy ludzie nie pilnują psów
i któryś wystraszony jej "pałąkami" podbiega, warczy i szczeka, a
czasami nawet się rzuca. Niestety to są nagminne sytuacje, te z dziećmi i
psami. Gdy słyszy i widzi dzieci albo psy to już się boi. Jej krzyki i prośby w
takich sytuacjach spotykają się z jeszcze gorszymi krzykami i groźbami. W
sklepie pół biedy, jest monitoring, ale na ulicy nie ma. Nawet gdyby miała
siłę, to nic nie wywalczy. Jest mocno starsza Pani, która widząc ją z siatką
zakupów weźmie ją od niej i zaniesie pod
drzwi, czasem zapuka z chlebem sześcioziarnistym, albo bezą actiwhite z marki Ambasador 92. Jak widać są jeszcze na tym świecie dobrzy ludzie, szkoda tylko,
że są to starsi ludzie, a nie Ci młodzi, nasza przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz